wtorek, 18 kwietnia 2017

Loreal colorista washout ❤

Loreal colorista washout ❤
Hej!
Dzisiaj przychodzę do Was z długo wyczekiwanym postem (zarówno przez Was jak i przeze mnie).
Po wielkiej konferencji z okazji wprowadzenia na polski rynek farb loreal colorista cały czas chodziły za mną różowe końcówki. Trochę się bałam, ale finalnie przekonał mnie post na blogu kochanej Primes Beauty i zaryzykowałam! Jeżeli chcecie zobaczyć efekt oraz dowiedzieć się czy jestem zadowolona czytajcie dalej ❤
Okej, zacznijmy od najbardziej przyziemnej sprawy czyli dostępności i ceny:) Farby dostępne są w ogromnej ilości kolorów w praktycznie KAŻDYM rossmannie. Ich regularna cena to coś ok. 28 zł, ja moją kupiłam akurat na promocji za ok 23 zł. 
W gamie znajdziemy kolory dopasowane do blondynek/włosów rozjaśnianych , ale również dla brunetek. W skrócie - dla każdego coś dobrego. Jedna tubka wg producenta starcza na trzy farbowania i jestem w stanie się z tym zgodzić jeżeli ma się włosy średniej długości - tak jak ja:)



Przygoda rozpoczęta! Włosy umyłam i dokładnie wysuszyłam tak jak zalecił producent na ulotce. następnie rozdzieliłam na dwie części, zabezpieczyłam ubranie ręcznikiem i wyciskałam farbę z tubki nakładając ją na końcówki, a następnie przeciągałam do ucha. Jest to dość łatwy proces i nie zajmuje dłużej niż 10 minut :)

Farbę miałam na włosach przez ok 25 minut, producent zalecił 20, więc myślę, że był to optymalny czas:) Następnie założyłam drugą parę rękawiczek i zmywałam różowe końcówki aż do pojawienia się czystej wody. Jedynym minusem było dla mnie to, że na ulotce podano informację o tym, aby nie używać odżywki do włosów, ponieważ farba ma ponoć właściwości pielęgnujące. Być może tak jest, ale przy moich rozjaśnionych, przesuszonych włosach się to nie sprawdziło i miałam nie lada problem z ich rozczesaniem! Ale to jedyny, malutki minusik :)




A oto efekt końcowy! Ja jestem zachwycona ❤ Nie są 'wulgarne', kolor jest rzeczywiście pastelowy, a ja ostatnio usłyszałam, że mam włosy jednorożca :)
Narazie przeżyły jedno mycie i nie widzę zbyt dużej różnicy w kolorze, dam Wam znać na instagramie po jakim czasie kolor zszedł.

Dajcie koniecznie znać czy Wam podoba się taki efekt i czy może próbowałyście już loreal colorista ?!

Do następnego!

P.S. Za super relację foto dziękuję mojemu prywatnemu, gdańskiemu fotografowi - Martynie ❤

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Sportowa elegancja z pastelowym akcentem

Sportowa elegancja z pastelowym akcentem

Hej!
Za nami piękny, gorący, iście wakacyjny weekend! Aż nie chce się wierzyć, że to dopiero kwiecień :)
Dzisiejsza stylizacja to mix eleganckich spodni i sportowych trampek. Kiedyś bałam się takich połączeń, ale do odważnych świat należy! Stonowanej całości towarzyszy piękna, błękitna torebka, która lekko przełamuje i dodaje dziewczęcości.

To, co jest warte uwagi to fakt, że główne elementy dzisiejszego outfitu pochodzą z.. dyskontu! Czy ktoś tutaj by pomyślał, że spodnie, torebka , a nawet ten uroczy zegarek pochodzą z LIDLa? Jak widzicie nie trzeba wydawać ogromnych sum pieniędzy i odkładać na ciuchy z Zary, żeby dobrze wyglądać. Wystarczy umieć szukać takich perełek, a ja jestem od tego, żeby Wam w tym pomóc:)

Dajcie znać czy chcecie więcej takich postów i do następnego!












Spodnie / Pants - Esmara by Lidl
Bluzka / Blouse - Stradivarius
Kurtka / Jacket - Stradivarius
Torebka / Bag - Lidl
Zegarek / Watch - Lidl
Buty / Shoes - Lokalny Sklep , podobne tutaj

piątek, 31 marca 2017

Kosmetyczni ulubieńcy marca ❤

Kosmetyczni ulubieńcy marca ❤

Hej!

Pierwsi ulubieńcy miesiąca na blogu:) W marcu testowałam kilka nowych rzeczy, a nie niektóre z nich to sprawdzone już wcześniej produkty. Będą kosmetyki i pielęgnacyjne i.. paznokciowe! Gotowe? Zaczynamy!

1.Coconut Oil Body Lotion firmy Palmer's



Od razu muszę się przyznać, że tego gagatka zakupiłam dobry rok temu na jakiejś promocji w super pharm, nie mam teraz pojęcia za jaką kwotę. Przeleżał tak w łazience, aż do marca tego roku kiedy zobaczyłam, że skóra na moich nogach dosłownie się sypie! Eh, nie brzmi zbyt apetycznie, ale domyślam się, że nie ja jedyna borykam się z problemem przesuszonej skóry. 
Pierwsze co zauważymy (a właściwie to poczujemy) po otwarciu tego produktu to przepiękny, kokosowy, intensywny zapach. Ahhhh można się poczuć jak na wakacjach :) Jest on dość gęsty, bardzo ładnie rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. A zapach pozostaje z nami na cały dzień. Co najważniejsze jednak, cudownie nawilża i ratuje przesuszoną po zimie skórę. Nałożony po peelingu działa cuda i jak widać na zdjęciu mój już jest raczej na wykończeniu:)

2.Kiwi Micellar Liquid 4in1 marki Yasumi


Ten produkt miałam okazję testować dzięki obecności na otwarciu Instytutu Zdrowia i Urody Yasumi w Pruszczu Gdańskim. Był to jeden z prezentów, które znalazłam w swojej 'torebce-niespodziance'. Z początku nie byłam przekonana, ale dosłownie zakochałam się w tym produkcie od pierwszego użycia:) Jest to płyn micelarny w sprayu do demakijażu i oczyszczenia skóry twarzy. Producent twierdzi, że nadaje się on do każdego typu cery, nawet tej wrażliwej i skłonnej do zaczerwienień. I tutaj muszę się z tym zgodzić, jest on idealny nawet do demakijażu oczu i wrażliwej skóry wokół niej. Twarz po użyciu jest pięknie oczyszczona i gotowa na dalsze kroki. Dodatkowym atutem jest tez śliczny, cytrusowy zapach. 
Możecie go dostać w instytutach Yasumi w całej Polsce, ale widziałam, że dostępny jest też w sprzedaży internetowej i kosztuje ok. 40 zł za butelkę 200 ml.

3.Protein Base firmy Indigo



Tą bazę poleciła mi moja stylistka paznokci, która przyjmuje w Gdańsku więc niestety nie mam możliwości odwiedzać jej na tyle regularnie na ile bym chciała. Od 16 roku życia przedłużam paznokcie żelem, ponieważ moje własne są cienkie jak papier i nie ma możliwości zapuszczenia ich choćby o milimetr. Jako, że samodzielnie nie potrafię nałożyć żelu, mając spory odrost spiłowuję warstwę hybrydy i uzupełniam właśnie o tę bazę. Szczerze mówiąc z początku nie byłam przekonana, bałam się, że paznokieć będzie zbyt 'miękki', ale nic bardziej mylnego! To baza, którą będziemy w stanie przedłużyć paznokcia czy nadbudować tzw krzywą C. Co ważne, nawet gdy nie macie wprawionej ręki i delikatnie zalejecie przez przypadek skórki, gwarantuję, że lakier nie będzie się podpowietrzać, także dziewczyny - jesteśmy uratowane! :) Baza zawiera proteiny które pomagają odbudować nasze pazurki - nic tylko zamawiać!

4. Skin Balance Cover Fluid Foundation firmy Pierre Rene





Podkład zakupiony podczas trwającej w marcu promocji w drogeriach Natura. Jego cena regularna to coś ok. 22 zł, mi udało się go upolować za niewiele ponad 10 zł. Czytałam sporo pochlebnych opinii i dołączam do grona zadowolonych osób! Podkład jest bardzo gęsty i ma dość charakterystyczny zapach, którego nie potrafię opisać. Jest bardzo mocno kryjący, więc dla wszystkich osób z przebarwieniami czy problemami trądzikowymi będzie idealny. Nie robi plam, łatwo się rozprowadza i wytrzymuje (bez ściemy) calutki dzień bez poprawek. W gamie kolorystycznej jest sporo tych jasnych odcieni więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie:)

Okej, i to by było na tyle z kosmetycznych ulubieńców marca. Dajcie znać czy używacie / używałyście któryś z tych rzeczy i czy sprawdziły się u Was. A może zachęciłam kogoś do zakupów?:) 

Do następnego!

wtorek, 28 marca 2017

Poznań miasto doznań !

Poznań miasto doznań !



Hej!
Ci z Was, którzy śledzą mnie na instagramie wiedzą, że miniony weekend spędziłam u mojej kochanej Ani w Poznaniu. To zaproszenie 'wisiało w powietrzu' już któryś rok, aż w końcu znalazłam wolniejszą chwilę i nie żałuję ani minuty tam spędzonej (nawet pomijając okropną podróż pociągiem w jedną stronę, o czym dokładniej opowiem w dalszej części). Poznań był ostatnim z większych miast Polski, którego jeszcze nie odwiedziłam więc tym bardziej cieszę się, że ten punkt podróżniczy został na mojej liście 'odhaczony' :).

Z moich statystyk wynika, że większość z Was tutaj jest z Warszawy, więc opiszę od początku jak wyglądała kwestia podróży. Do Poznania udałam się pociągiem. Bilety kupowałam ok 2 tygodnie przed planowanym wyjazdem i kosztowały mnie 55 zł ze zniżką studencką każdy. Właściwie to ani dużo ani mało. Poznań dzieli od Warszawy 302 km i podróż trwa średnio 2,5 godziny.
Pociąg, który wiózł mnie do miasta koziołków zmierzał docelowo do Frankfurtu, co sprawiło, że było w nim naprawdę sporo obcokrajowców. Mi niestety trafił się kilka razy większy ode mnie Pan, który zajął 1,5 siedzenia i niewyobrażalnie chrapał mi calutką drogę nad uchem, ale.. skupmy się na pozytywach, bo na pewne rzeczy nie mamy wpływu :)

Wyjechałam z Warszawy w sobotę równo o godzinie 10:00, niestety z półgodzinnym opóźnieniem dotarłam do Poznania przed 13:00. Na miejscu przywitało mnie przepiękne słońce. Żeby uniknąć biegania po mieście z walizką najpierw pojechałyśmy do Ani do mieszkania, a następnie ruszyłyśmy w świat!:)

Muszę przyznać, że lepszego przewodnika nie mogłam sobie wymarzyć (Aniu wiem, że to czytasz ❤❤❤). Ja sama moją wiedzę historyczną wyniesioną ze szkoły ograniczyłam do koniecznego minimum, natomiast mój cudowny przewodnik wie więcej niż pewnie niejeden mieszkaniec Poznania:).
Na początku udałyśmy się na Śródkę ( wybaczcie jeśli pomylę nazwy dzielnic, ale mam nadzieję, że dobrze pamiętam!). Spacerem przeszłyśmy obok pięknego muralu znajdującego się na skrzyżowaniu ulic Szyperskiej i Estkowskiego. Sami powiedzcie czy taki widok w środku miasta nie jest czymś fantastycznym ?!

Kolejnym miejscem na mapie był most Jordana, do którego zakochani przyczepiają kłódki ze swoimi inicjałami i w ten sposób 'przypieczętowują' swoje związki:) Ciekawe ilu z nich już te kłódki odczepiało po rozstaniu hihi..



Zaraz za mostem moim oczom ukazała się przepiękna, klimatyczna uliczka usłana małymi kawiarenkami i knajpkami. Nad głową zawieszone były dekoracje, które zachwyciłyby chyba każdego! Urocze koty próbujące złapać kolorowe kuleczki zdecydowanie skradły moje serducho!


Kawałek dalej zobaczyłam jednak coś jeszcze piękniejszego.. Na skrzyżowaniu Rynku Śródeckiego i ulicy Śródeckiej, na sporej kamienicy znajduje się.. trójwymiarowy mural! Coś pięknego, w życiu nie widziałam czegoś takiego i byłam (w sumie to wciąż jestem!) zauroczona. Realistyczny charakter tego dzieła sprawił, że długo nie mogłam oderwać oczu :)



W tym momencie nastąpiła przerwa na obiad:) Nie bez powodu pojechałyśmy aż na Śródkę, ponieważ to tam znajduje się urokliwa, niewielka restauracyjka 'Na Winklu'. Jak się domyślacie znajduje się na rogu:) Zjadłam tam coś, czego nigdy wcześniej nie próbowałam, coś co absolutnie podbiło moje podniebienie. W karcie mamy bardzo niewiele pozycji, ale głównie zjemy tu pierogi. Nie byle jakie pierogi! Pierogi z pieca, ale takie wykonane z ciasta na pizze. Coś przepysznego!! Farsze od zwykłych typu ruskie czy z mięsem po fantastyczne o nazwie cappricciosa czy włoskie w których znajdziemy między innymi suszone pomidory, bazylię i mozzarellę. Pycha! Musicie odwiedzić to miejsce ❤


Najedzone (czyli szczęśliwe) pojechałyśmy dalej w kierunku Starego Rynku. Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że.. jest bardzo podobne do tego we Wrocławiu! Nie mogłam oprzeć się temu wrażeniu:) Samo stare miasto było bardzo urokliwe, Ania poopowiadała mi trochę historycznych ciekawostek , niestety koziołków nie zobaczyłam:)






Następnie przeszłyśmy naprawdę sporo kilometrów oglądając kolejne miejsca i zabytki, udało mi się zobaczyć nawet słynny Stary Browar i pomimo iż nie lubię w innych miastach chodzić po galeriach handlowych to uwierzcie, że dekoracja Wielkanocna naprawdę wymagała zobaczenia tego na żywo. Aż chciałoby się zabrać takiego króliczka do domu!



Pomimo pięknego słońca dzień był bardzo wietrzny, więc poszłyśmy ogrzać się na pyszną herbatę w miejsce, do którego bardzo chciałam się udać i które znane jest właściwie chyba w całej Polsce. Mowa tu o cudownie klimatycznej knajpce o nazwie 'Zielona Weranda'. Na wielu blogach kulinarnych , na wielu instagramach kulinarnych czytałam o Werandzie więc nie mogłam odpuścić sobie pójścia tam. I uwierzcie, że jeżeli spodziewałam się, że będzie pięknie to było wręcz WOW. Śliczny, wiosenny wystrój, osobiście kojarzył mi się trochę z Alicją w krainie czarów ❤ Wydarzyła się tam też pewna historia, rodem z komedii romantycznej, ale zobaczymy jak rozwinie się sytuacja i być może za jakiś czas opiszę Wam ją, bo uważam , że faceci powinni się uczyć takich zachowań:)







Wieczór (a właściwie noc) spędziłyśmy w jednym z Poznańskich klubów, Cuba Libre. Ludzi było naprawdę sporo, wejście kosztowało 20 zł, a na miejscu do wyboru były parkiety z dwoma różnymi muzykami : latino i muzyka klubowa:) Zawsze to miło mieć wybór, bawiłyśmy się naprawdę fajnie, a noc skończyła się o 5 nad ranem hihi.

Niestety następnego dnia ze względu na zmianę czasu! miałyśmy delikatny problem ze wstaniem o ludzkiej godzinie, przez co dzień uciekł nam przez palce:( Ale zdążyłam jeszcze zobaczyć piękny budynek Opery, zjeść lody i przejść się po bardzo ładnym parku, który niestety nie pamiętam jak się nazywał:).


Do Warszawy wracałam o godzinie 15:30 i tym razem bez większych opóźnień. Wyjazd zaliczam do niezwykle udanych i mam nadzieję, że niedługo wrócę tam też z moim chłopakiem. Poznań okazał się pięknym, przyjaznym miastem, a tego wyjazdu na pewno długo nie zapomnę!

Do następnego!



Copyright © 2016 M A J K A , Blogger