wtorek, 28 marca 2017

Poznań miasto doznań !




Hej!
Ci z Was, którzy śledzą mnie na instagramie wiedzą, że miniony weekend spędziłam u mojej kochanej Ani w Poznaniu. To zaproszenie 'wisiało w powietrzu' już któryś rok, aż w końcu znalazłam wolniejszą chwilę i nie żałuję ani minuty tam spędzonej (nawet pomijając okropną podróż pociągiem w jedną stronę, o czym dokładniej opowiem w dalszej części). Poznań był ostatnim z większych miast Polski, którego jeszcze nie odwiedziłam więc tym bardziej cieszę się, że ten punkt podróżniczy został na mojej liście 'odhaczony' :).

Z moich statystyk wynika, że większość z Was tutaj jest z Warszawy, więc opiszę od początku jak wyglądała kwestia podróży. Do Poznania udałam się pociągiem. Bilety kupowałam ok 2 tygodnie przed planowanym wyjazdem i kosztowały mnie 55 zł ze zniżką studencką każdy. Właściwie to ani dużo ani mało. Poznań dzieli od Warszawy 302 km i podróż trwa średnio 2,5 godziny.
Pociąg, który wiózł mnie do miasta koziołków zmierzał docelowo do Frankfurtu, co sprawiło, że było w nim naprawdę sporo obcokrajowców. Mi niestety trafił się kilka razy większy ode mnie Pan, który zajął 1,5 siedzenia i niewyobrażalnie chrapał mi calutką drogę nad uchem, ale.. skupmy się na pozytywach, bo na pewne rzeczy nie mamy wpływu :)

Wyjechałam z Warszawy w sobotę równo o godzinie 10:00, niestety z półgodzinnym opóźnieniem dotarłam do Poznania przed 13:00. Na miejscu przywitało mnie przepiękne słońce. Żeby uniknąć biegania po mieście z walizką najpierw pojechałyśmy do Ani do mieszkania, a następnie ruszyłyśmy w świat!:)

Muszę przyznać, że lepszego przewodnika nie mogłam sobie wymarzyć (Aniu wiem, że to czytasz ❤❤❤). Ja sama moją wiedzę historyczną wyniesioną ze szkoły ograniczyłam do koniecznego minimum, natomiast mój cudowny przewodnik wie więcej niż pewnie niejeden mieszkaniec Poznania:).
Na początku udałyśmy się na Śródkę ( wybaczcie jeśli pomylę nazwy dzielnic, ale mam nadzieję, że dobrze pamiętam!). Spacerem przeszłyśmy obok pięknego muralu znajdującego się na skrzyżowaniu ulic Szyperskiej i Estkowskiego. Sami powiedzcie czy taki widok w środku miasta nie jest czymś fantastycznym ?!

Kolejnym miejscem na mapie był most Jordana, do którego zakochani przyczepiają kłódki ze swoimi inicjałami i w ten sposób 'przypieczętowują' swoje związki:) Ciekawe ilu z nich już te kłódki odczepiało po rozstaniu hihi..



Zaraz za mostem moim oczom ukazała się przepiękna, klimatyczna uliczka usłana małymi kawiarenkami i knajpkami. Nad głową zawieszone były dekoracje, które zachwyciłyby chyba każdego! Urocze koty próbujące złapać kolorowe kuleczki zdecydowanie skradły moje serducho!


Kawałek dalej zobaczyłam jednak coś jeszcze piękniejszego.. Na skrzyżowaniu Rynku Śródeckiego i ulicy Śródeckiej, na sporej kamienicy znajduje się.. trójwymiarowy mural! Coś pięknego, w życiu nie widziałam czegoś takiego i byłam (w sumie to wciąż jestem!) zauroczona. Realistyczny charakter tego dzieła sprawił, że długo nie mogłam oderwać oczu :)



W tym momencie nastąpiła przerwa na obiad:) Nie bez powodu pojechałyśmy aż na Śródkę, ponieważ to tam znajduje się urokliwa, niewielka restauracyjka 'Na Winklu'. Jak się domyślacie znajduje się na rogu:) Zjadłam tam coś, czego nigdy wcześniej nie próbowałam, coś co absolutnie podbiło moje podniebienie. W karcie mamy bardzo niewiele pozycji, ale głównie zjemy tu pierogi. Nie byle jakie pierogi! Pierogi z pieca, ale takie wykonane z ciasta na pizze. Coś przepysznego!! Farsze od zwykłych typu ruskie czy z mięsem po fantastyczne o nazwie cappricciosa czy włoskie w których znajdziemy między innymi suszone pomidory, bazylię i mozzarellę. Pycha! Musicie odwiedzić to miejsce ❤


Najedzone (czyli szczęśliwe) pojechałyśmy dalej w kierunku Starego Rynku. Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że.. jest bardzo podobne do tego we Wrocławiu! Nie mogłam oprzeć się temu wrażeniu:) Samo stare miasto było bardzo urokliwe, Ania poopowiadała mi trochę historycznych ciekawostek , niestety koziołków nie zobaczyłam:)






Następnie przeszłyśmy naprawdę sporo kilometrów oglądając kolejne miejsca i zabytki, udało mi się zobaczyć nawet słynny Stary Browar i pomimo iż nie lubię w innych miastach chodzić po galeriach handlowych to uwierzcie, że dekoracja Wielkanocna naprawdę wymagała zobaczenia tego na żywo. Aż chciałoby się zabrać takiego króliczka do domu!



Pomimo pięknego słońca dzień był bardzo wietrzny, więc poszłyśmy ogrzać się na pyszną herbatę w miejsce, do którego bardzo chciałam się udać i które znane jest właściwie chyba w całej Polsce. Mowa tu o cudownie klimatycznej knajpce o nazwie 'Zielona Weranda'. Na wielu blogach kulinarnych , na wielu instagramach kulinarnych czytałam o Werandzie więc nie mogłam odpuścić sobie pójścia tam. I uwierzcie, że jeżeli spodziewałam się, że będzie pięknie to było wręcz WOW. Śliczny, wiosenny wystrój, osobiście kojarzył mi się trochę z Alicją w krainie czarów ❤ Wydarzyła się tam też pewna historia, rodem z komedii romantycznej, ale zobaczymy jak rozwinie się sytuacja i być może za jakiś czas opiszę Wam ją, bo uważam , że faceci powinni się uczyć takich zachowań:)







Wieczór (a właściwie noc) spędziłyśmy w jednym z Poznańskich klubów, Cuba Libre. Ludzi było naprawdę sporo, wejście kosztowało 20 zł, a na miejscu do wyboru były parkiety z dwoma różnymi muzykami : latino i muzyka klubowa:) Zawsze to miło mieć wybór, bawiłyśmy się naprawdę fajnie, a noc skończyła się o 5 nad ranem hihi.

Niestety następnego dnia ze względu na zmianę czasu! miałyśmy delikatny problem ze wstaniem o ludzkiej godzinie, przez co dzień uciekł nam przez palce:( Ale zdążyłam jeszcze zobaczyć piękny budynek Opery, zjeść lody i przejść się po bardzo ładnym parku, który niestety nie pamiętam jak się nazywał:).


Do Warszawy wracałam o godzinie 15:30 i tym razem bez większych opóźnień. Wyjazd zaliczam do niezwykle udanych i mam nadzieję, że niedługo wrócę tam też z moim chłopakiem. Poznań okazał się pięknym, przyjaznym miastem, a tego wyjazdu na pewno długo nie zapomnę!

Do następnego!



1 komentarz:

  1. Poznań jest przepiękny, na Śródce są świetne klimatyczne lokale z pysznym jedzeniem, Werandę dodaje na swoją listę, bo wygląda zachęcająco :D Uwielbiam poznańską Maltę <3 Polecam też park Cytadela, palmiarnię i zwiedzanie browaru Lecha :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 M A J K A , Blogger